Mężczyzna na siedzeniu pasażera mówił wyraźnie poważnie. Opuścił szybę małego vana i wycelował strzelbę w kabinę przyczepy obok siebie. Oba pojazdy mknęły nocą po włoskiej autostradzie. Za kierownicą przyczepy siedział 24-letni Kurt Petersen. Słyszał opowieści o włoskich rozbójnikach i nie miał zamiaru się zatrzymywać.
– Rzuciłem się gwałtownie na furgonetkę, zanim zdążyłem wyprostować przyczepę. Byli zaskoczeni i gwałtownie zahamowali, ale po chwili wrócili. Nie poddali się.
Autostrada wiła się przez górzysty teren i w ciemnościach Petersen nie mógł dostrzec, co znajduje się obok drogi.
– Ale przynajmniej nie było tam pola. Może to był klif.
Gdy prześladowcy ponownie wyszli na zewnątrz, Petersen mocniej ścisnął kierownicę.
– Skręciłem ostro, tak że przyczepa w nich uderzyła. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłem, były światła furgonetki, znikające na poboczu drogi.
– Jak im poszło?
– Nie wiem. Nie pytałem specjalnie. Nie jestem pewien, czy poszło dobrze. Ale myślałem, że sami to zaplanowali. Teren był górzysty i to było głupie miejsce na zabawę ciężarówką.
Minęły 44 lata, odkąd Kurt Petersen rozprawił się z uzbrojonymi bandytami grasującymi na włoskiej autostradzie. Dziś życie jest nieco spokojniejsze. Petersen, urodzony i wychowany w Danii, przeprowadził się do Norwegii, ożenił się po raz drugi i jeździ ciężarówką w małej firmie budowlanej. Firma zatrudnia dwóch pracowników: kierownika obsługującego koparkę i Petersena, który prowadzi ciężarówkę. Petersen kocha swoją pracę i nie marzy o wyższym stanowisku ani większej odpowiedzialności – próbował i nie chce wracać. Świetnie się bawi jako kierowca ciężarówki i mąż zaufania w… Yrkestrafikkforbundet .
Wcześniej tej zimy Petersen został mianowany „Wybranym Urzędnikiem Roku” w YTF Według jury Petersen jest w YTF Znany z tego, że jest „prawdziwym TAK”. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, Petersen staje na wysokości zadania. Dzięki „obecności, wiarygodności i ciężkiej pracy” dba o to, aby więcej osób było zorganizowanych. YTF .
Główny bohater sam przyznał, że był „niezwykle zaskoczony”, gdy jego nazwisko odczytano podczas ceremonii wręczenia nagród.

został mianowany „Wybranym Urzędnikiem Roku”. Zdjęcie: Øyvind Henriksen
– Nie spodziewałem się tego. Bo nie sądzę, żebym robił coś wyjątkowego.
– Co Twoim zdaniem jest najważniejszą rzeczą, jaką powinien zrobić przedstawiciel związkowy?
– Myślę, że najważniejsze jest dostarczenie informacji członkom, aby mogli zobaczyć, że jest ktoś, kto dla nich pracuje i coś robi, i że jest ktoś, kto jest dla nich dostępny.

Po kilku latach spędzonych w Norwegii Petersen ma teraz rozległą sieć kontaktów w branży transportowej. Od dziecka lubił rozmawiać z ludźmi, a ta cecha przydała mu się również w roli przedstawiciela związku zawodowego.
– Staram się słuchać jak najwięcej i dawać przestrzeń tym, z którymi rozmawiam. Myślę, że wielu kierowców, a do pewnego stopnia i inni, może być trochę zdenerwowanych, gdy muszą skontaktować się z kierownictwem w miejscu pracy, z władzami lub instytucją publiczną. Myślę też, że mogą czuć się trochę niepewnie, kontaktując się ze związkiem zawodowym. Mogą obawiać się, że powiedzą coś niewłaściwego i mogą się denerwować, czy czegoś nie zrozumieli. Wtedy ważne jest, aby zapewnić im poczucie bezpieczeństwa.
Droga do zawodu kierowcy była dla samego Petersena dość przypadkowa. Pierwszym krokiem było wykolejenie – ze szkoły podstawowej w Danii. Po dwóch tygodniach w ósmej klasie wiadomość była jasna: Kurt Petersen nie jest chciany. Najlepszym rozwiązaniem było, żeby wrócił do domu i już nie wracał.
Tak przynajmniej wspomina i opisuje swój ostatni dzień w szkole podstawowej sam Petersen.
– Szkoła uznała, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie i dla szkoły będzie to, żeby mnie już tam nie było.
Kurt o swoim czasie w szkole podstawowej
– A gdzie byś był?
– Miałem być poza domem. Szkoła wykorzystała to w pełni. Chyba zatankowałem trochę za dużo paliwa, można by rzec. Ale tak naprawdę to było dla mnie bardzo miłe, że mnie odesłali do domu. Nie chciałem siedzieć w miejscu przez tak długi czas.
Nie chodziło o to, że w szkole nie dało się usiedzieć w miejscu, ale o to, że 14-letni Petersen uważał ją za strasznie nudną.
– Myślę, że największym problemem było to, że byłem cholernie uparty. Gdybym zdecydował, że czegoś nie chcę robić, to nigdy by się to nie wydarzyło.
Nie wiadomo, czy to sztywność młodego Petersena miała w tym decydujący wpływ, ale jego czas w szkole i tak dobiegł końca.

Nie wiadomo, czy to sztywność młodego Petersena miała w tym decydujący wpływ, ale jego czas w szkole i tak dobiegł końca.
– Co o tym myśleli twoi rodzice?
– Mój ojciec uważał to za genialne. Bo wtedy mogłem zostać w domu i pracować dla niego na pełen etat.
Jego ojciec wynajmował maszyny rolnicze i tak Petersen w młodym wieku wsiadł za kierownicę. Już w wieku sześciu lat jeździł traktorem, a w okresie dojrzewania zdobył doświadczenie w obsłudze wszelkiego rodzaju maszyn rolniczych. Jednak po kilku latach pracy, najpierw u ojca, a później na farmie, młody Petersen zapragnął ruszyć w świat.
– Pojechałem do Hirtshals i zostałem rybakiem. Pracowałem na kutrze rybackim na Morzu Północnym i w Skagerraku zarówno przed, jak i po odbyciu służby wojskowej.
Podobnie jak w przypadku wielu innych osób tamtego okresu, postęp technologiczny sprawił, że praca na morzu zanikła, a nowa maszyna sprawiła, że Petersen stał się zbędny.
– I nagle znalazłem się na nabrzeżu i nie miałem pracy. Ale w wojsku zrobiłem prawo jazdy na ciężarówkę i pomyślałem, że musi się do czegoś przydać.
Petersen skontaktował się z kilkoma kierowcami w punktach sprzedaży ryb. Początkowo pozwolono mu usiąść i zobaczyć, jak wygląda praca, ale potem pozwolono mu samemu trochę pojeździć.
– W wojsku nie jeździłem dużymi ładunkami, ale teraz mogłem spróbować swoich sił w naprawdę dużych samochodach z przyczepami. I poszło mi dobrze. Kierowcy uznali, że dobrze sobie radzę, więc zostałem ich zastępcą na wakacjach – a oni byli już starsi, więc po prostu brali coraz więcej urlopów.
Nowa praca zabrała Petersena do nowych krajów, których języka nie znał. Początkowo do Niemiec i Holandii.
– Powiedziałem: „Nigdy wcześniej tego nie próbowałem, więc pewnie jestem w tym dobry”. Nauczyłem się niemieckiego i trochę holenderskiego.

– Jak to zrobiłeś?
– Znalazłem program radiowy, w którym po prostu rozmawiali, a potem usiadłem i słuchałem. Na początku nic nie rozumiałem, ale potem wyłapałem jedno słowo, potem drugie i nagle wiedziałem całkiem sporo. Wykorzystałem tę samą metodę, aby nauczyć się włoskiego, hiszpańskiego i portugalskiego.
Technika „kąpieli” w języku została zaadaptowana do bardziej egzotycznych wyzwań. Petersen potrafi porozumiewać się w 11 językach, w tym w kirundi.
– Moja żona pochodzi z Kongo i potrafię mówić po kirundi z nią lub z kimś z jej rodziny. Nie znam go perfekcyjnie, ale rozumiem, co chcę powiedzieć. Gramatyka jest u mnie kiepska. To nie ma znaczenia, kiedy się mówi.
Jego żona ma na imię Chantal i przybyła do Norwegii jako uchodźczyni w 2003 roku.
– Chantal należy do grupy osób zamordowanych maczetą. Uciekła bez planu i przypadkiem trafiła do Norwegii. Długo czekała, aż mąż ją dogoni, ale w końcu dowiedziała się, że został zabity – mówi Petersen.
On sam stracił żonę Lis, z którą był 18 lat, na raka płuc. Kiedy później przeprowadził się do Norwegii, mieszkał sam przez kilka lat, aż pewnego dnia przeszła obok niego Chantal.
– Spotkaliśmy się na dworcu autobusowym w Asker. Pojechałem autobusem do Asker na zakupy, a ona jechała do pracy.
Wysiadaliśmy z autobusów, kiedy ją zobaczyłem. Pomyślałem: „Wygląda ekscytująco”, a potem pomyślałem, że za kilka sekund miniemy się i już nigdy się nie zobaczymy.
Kurt o spotkaniu ze swoją żoną Chantal
Petersen postanowił porozmawiać z kobietą.
– Pewnie jesteś zajęta – powiedziałem, a ona była trochę zaskoczona. Nauczyła się norweskiego, ale prawdopodobnie miała trochę trudności ze zrozumieniem, co mówię w moim dialekcie. Zatrzymała się jednak i zapytała, o co chodzi.
Petersen powtórzyła swoją krótką uwagę i otrzymała odpowiedź, że idzie do pracy, ale najpierw wybierze się do sklepów w Asker, żeby zrobić zakupy.
– Zapytałem ją, czy chciałaby napić się kawy, a ona powiedziała, że chętnie. Poszliśmy do restauracji, zamówiliśmy i tak się zaczęło. Minęło już 12 lat.
– Czy miałeś zwyczaj mówić „dzień dobry” paniom, które mijałeś na dworcu autobusowym?
– Nie, nigdy wcześniej tego nie robiłem. To znaczy, rozmawiałem z ludźmi, ale nie w ten sposób. Ale pomyślałem: „Za chwilę się miniemy i już nigdy nie spotkasz tej osoby”. Jeśli chcesz coś zrobić, musisz działać.
Wola działania , połączona z ciekawością i zaangażowaniem, wielokrotnie otwierała przed Petersenem nowe drzwi. Jedną z nich otworzyła mu praca w transporcie dalekobieżnym po Europie dla duńskiej firmy.
– Ciągle miałem pomysły, jak mogliby zrobić to inaczej, aż pewnego dnia szef powiedział, że ma już dość ciągłego słuchania tych wszystkich komentarzy. „Wygląda na to, że wiesz o tym o wiele więcej niż my w biurze. Czy nie byłoby lepiej, gdybyś przyszedł tutaj i zarządzał, ty, który wiesz, jak wszystko powinno być zrobione?” – powiedział. „Ja to potrafię” – odpowiedziałem.
Następnego dnia Petersen został kierownikiem zespołu kierowców i powierzono mu odpowiedzialność za niektóre samochody firmy.
– Miałem tę przewagę, że dużo jeździłem i wiedziałem wszystko. Więc kiedy kierowcy dzwonili do domu z jakimś problemem, często chcieli ze mną rozmawiać – bo zazwyczaj wiedziałem, co robić.
W czasach przed pojawieniem się systemów GPS i zarządzania flotą, kwestie związane z prowadzeniem pojazdów rozwiązywano za pomocą map, które nie zawsze były tak szczegółowe.
– Pamiętam kogoś, kto się zgubił i zadzwonił. Nie miał pojęcia, gdzie jest. Powiedziałem mu, żeby podjechał do skrzyżowania i zapisał nazwy dróg, a potem pojechał na stację benzynową i do mnie zadzwonił. Kierowca tak zrobił, a ja mogłem go wtedy skierować z powrotem na drogę, którą znał z pamięci.
Kiedy nie jeździ ciężarówką , pracuje jako mąż zaufania. YTF Albo oglądając ukraińskie wiadomości na YouTube, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Kurt Petersen piecze chleb. Wizyta na stronie Petersena na Facebooku ujawnia jego zamiłowanie do pieczenia chleba – od 2014 roku opublikował ponad 150 zdjęć domowego chleba.
– Nie tylko robię zdjęcia, ale też wysyłam filmy znajomym. Wiele osób wie, że lubię piec i chciałoby poznać moje porady. Czasami pieczemy razem online. Wysyłam im wcześniej listę zakupów i ustawiam aparat w domu. To świetna zabawa, a potem stoję tu, w Norwegii, i uczę ludzi w Kanadzie i Australii.
Ale nie tylko pieczenie chleba zajmuje Petersena w kuchni. Lubi gotować, a najlepiej coś, co może podgrzać „na wydechu” samochodu, żeby zjeść lunch. Naczynie żaroodporne umieszcza się w aluminiowej misce i szczelnie owija. Miskę umieszcza się następnie na rurze wydechowej silnika i podgrzewa, gdy samochód pracuje. Nauczył się tej sztuczki, gdy był rybakiem i korzysta z niej przez wszystkie lata jazdy ciężarówką.
– Jeśli masz supermarket, nóż i rolkę folii aluminiowej, możesz ugotować wszystko i podgrzać to na wylocie. Gotowałem wszystko, ale nigdy nie korzystałem z przepisów – wtedy masz większą swobodę i lepiej wykorzystujesz to, co masz. Dlaczego zawodowi kierowcy mieliby jeść tylko śmieciowe jedzenie? Kosztuje dużo pieniędzy i jest po prostu tłuste.
Kurt Petersen
Przez kilka lat Petersen przewoził mięso od duńskich producentów na rynki europejskie.
– Czasami – gdy musieliśmy długo czekać na odprawie celnej czy coś w tym stylu – mogliśmy poprosić kilku kierowców o sprawdzenie, co mamy w naszych ładunkach. A potem mogliśmy wziąć kawałek mięsa z jednego wagonu, trochę warzyw z drugiego i może wino z trzeciego. Wtedy starczyłoby nam na małą imprezę.
Podczas wspólnych posiłków Petersen czerpał wielką przyjemność ze zdobywania umiejętności językowych.
– Często stałem pośrodku i kierowałem całą sytuacją. Do tego czasu znałem już większość języków europejskich na tyle dobrze, żeby móc rozmawiać z innymi kierowcami. To była świetna zabawa.
Za półtora roku Kurt Petersen skończy 70 lat. To niewiele znaczy.
– Słyszałem, że wiele osób decyduje, kiedy chce przejść na emeryturę. Ja tak nie myślę. Nie chcę ustalać daty, a potem zaczynać odliczania. Nie planuję niczego przestawać robić.
Oprócz pracy jako kierowca i stanowiska w YTF Petersen prowadzi również firmę sprzedającą radia sieciowe – system internetowy stworzony na wzór starych radioodbiorników, za pomocą których komunikowali się kierowcy.
– Nie masz dość tych wszystkich projektów?
– Nie, nie bardzo.
– A może inni będą? Czy zdarza się, że twoja żona się na ciebie denerwuje?
– Tak, zdarza się to dość często. Wtedy może powinniśmy coś zrobić, ale wtedy nie mam czasu, bo mam inny projekt do skończenia. Wtedy może się trochę zdenerwować.
– I co wtedy powiesz?
– He-he, niewiele odpowiadam. Nie chcę robić z tego dramatu. Jeśli krzyczy, nie słucham jej zbytnio, ale czasami odpowiadam: „Miło było to słyszeć, rozumiem, że już się obudziłaś”.
Jednym z projektów, któremu nie chce poświęcać mniej czasu, jest jego stanowisko przedstawiciela związkowego.
– Myślę, że to przyjemność móc pomagać innym.
Kurt buduje społeczność w YTF
Jesienią ubiegłego roku, wraz z 17 członkami wydziału 604, wybrał się w podróż duńskim statkiem do Kopenhagi.
Według Petersena pytania od członków mogą być bardzo zróżnicowane. Z ponad 45-letnim doświadczeniem w branży, Petersen ma wiele cennych rad do zaoferowania, ale to nie wszystko, w czym może pomóc.
– Kontaktują się ze mną w każdej sprawie. Czasami zdarzają się osoby, które potrzebują pomocy prawników. YTF , innym razem może się zdarzyć, że ktoś będzie potrzebował pomocy w sprawach bankowych, a innym razem ktoś będzie musiał porozmawiać z kimś, kto dobrze wie, jak bardzo ktoś jest pokręcony.
Petersen przyznaje, że jest dumny z tego, jak on – będący „trochę obcokrajowcem” – zdobywa zaufanie członków.
– Ale pomyśl, ile rzeczy mógłbyś robić, gdybyś spędzał mniej czasu jako mąż zaufania? Mógłbyś pracować trochę więcej i lepiej zarabiać, mógłbyś upiec kilka bochenków chleba więcej albo pojechać na przejażdżkę rowerem.
– Nie, to nie tak. Mogę to wszystko robić, mimo że jestem mężem zaufania. To nie jest aż tak dużo pracy, jak ci się wydaje. Robię to, siedząc za kierownicą albo w domu na kanapie. I naprawdę to lubię.




